Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grynbaum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grynbaum. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 października 2026

KSIĘGA PAMIĘCI - Kalman Chęciński / Holon cz. 2

 ב

Pierwsza wojna światowa zbliżała się do końca dzięki rewolucjom, które wybuchły w carskiej Rosji, Niemczech i Austrii. Polska odzyskała niepodległość po wielu latach niewoli i stała się niezależną republiką. Jędrzejowski kahał [gmina żydowska] razem z całym polskim żydostwem widziały w odnowieniu polskiej państwowości również własną emancypację. Mieliśmy nadzieję na narodową autonomię - dla Żydów był to powód do radości tak samo jak dla społeczności polskiej. Mieliśmy nadzieję na lepsze jutro i wierzyliśmy, że marszałek Józef Piłsudski, wraz z polską niepodległością, przyniesie wolność także Żydom.
Wybrany został pierwszy niepodległy Sejm (polski parlament), w skład którego weszli także żydowscy deputowani - przede wszystkim Icchak Grynbaum [inna pisownia nazwiska: Grünbaum] i Apolinary Maksymilian Hartglas. Stworzyli oni koło skupiające wszystkich żydowskich deputowanych z Sejmu i Senatu.
Już w pierwszych miesiącach niepodległości Polska zmobilizowała do armii kilka roczników [rekrutów] - wybuchła krótka acz krwawa wojna z na wpół upadłą armią bolszewicką. Zaczęło się od żądań terytorialnych, po których Armia Czerwona doszła aż nad brzeg Wisły. Dzięki francuskiej pomocy militarnej została jednak odparta pod Warszawą. Po tym nastał pokój. W szeregach nowej polskiej armii w wojnie wzięło udział wielu Żydów.
W tamtym czasie rozgorzała wielka [anty-] żydowska heca - żydowskie życie [znów] stało się bezwartościowe. Miały miejsce pogromy w Kielcach [prawdopodobnie chodzi o tzw. pierwszy pogrom kielecki 11-12 listopada 1918 - wystąpienia antyżydowskie, w których zginęło 4 Żydów, a 250 zostało rannych - przyp. MM] i okolicznych miejscowościach. W Jędrzejowie doszły nas wieści, że na czwartkowym targu, gdy kupcy będą ze swoimi towarami na ulicach, chłopi, podburzani ciągle przez „endeków” (reakcyjną i antysemicką partię polską), przyjdą rabować żydowski dobytek. Mówiło się też, że chłopi przyjdą uzbrojeni w noże i siekiery by dokonać masakry na Żydach. Również w miasteczku Wodzisław niedaleko Jędrzejowa spodziewano się pogromu. Atmosfera w naszej okolicy była napięta ponieważ wiedzieliśmy, że polska policja nie przeciwstawi się pogromszczykom nawet gdyby chciała, i nie zapanuje nad sytuacją jeśli dojdzie do krwawego ataku.
Jędrzejowska gmina żydowska, na czele z inżynierem Mosze Tenenbaumem, Jakubem (Kawke) Ingberem, Mosze Zylbersztajnem zwołała zebranie w miejskim bejs midraszu gdzie postanowiono wystosować manifest do marszałka Józefa Piłsudskiego oraz żydowskich posłów na Sejm, między innymi Icchaka Grynbauma. [W manifeście] wzywano by wystąpili z interpelacją w Sejmie aby zapewnić bezpieczeństwo życiu i własności Żydów w obliczu nowych pogromów, [spodziewanych] jako następstwo tych, które już miały miejsce. Wybrana została delegacja w postaci dwóch osób, które pojadą do Warszawy by wręczyć polskiemu marszałkowi petycję gminy. Delegatami byli inżynier Mosze Tenenbaum i Jakub (Kawke) Ingber. Interwencja odniosła właściwy skutek. Z Warszawy wysłano zdecydowany rozkaz do policji i innych organów władzy w Jędrzejowie by te nie dopuściły do pogromu. W ten sposób miasto nasze uniknęło wielkiego nieszczęścia. (Dla zilustrowania tamtego okresu w Polsce drukujemy w Księdze Pamięci reprodukcje oryginału oraz bardzo interesującego memorandum wraz z hebrajskim tłumaczeniem). Pomimo obietnic, że władze zatrzymają prześladowania Żydów, pobicia w pociągach czy napady na ulicach zdarzały się nadal w mniejszych i większych miejscowościach. I to mimo to, że w tym czasie wojna z bolszewikami trwała w pełni, miały miejsce krwawe potyczki, w których wielu żydowskich chłopców przelewało swoją krew za Polskę. Przybył też wtedy generał Haller ze swoją armią składającą się z antysemitów, endeków i innych podejrzanych typów, i zaczęli napadać na Żydów, a w szczególności golić im brody w pociągach i na ulicach. Zdarzały się także krwawe przypadki wyrzucania żydowskich pasażerów przez okna pędzących pociągów.
W tamtym czasie zdarzyła się w nowej Polsce jeszcze jedna straszna rzecz. Władze wojskowe rozkazały usunąć żydowskich oficerów i żołnierzy z różnych formacji i internować ich jako „nielojalnych obywateli” w owianym złą sławą obozie internowania w Jabłonnej. Niełatwo jest opisać udręki, zniewagi, ból i cierpienie, których żydowscy żołnierze doświadczyli w polskiej armii, a to wszystko - jak już mówiłem - [w czasie] gdy przelewali swoją krew na frontach wojny przeciwko bolszewikom.
Tuż przed mobilizacją do polskiej armii byłem, razem z moimi przyjaciółmi, w ferworze pracy społecznej, jak również na rzecz partii Poalej Syjon w Jędrzejowie. Moi przyjaciele Izrael Gurtman, Herszel Trajster, Mendel Dancygier, Rywka Zaromb, Chana Kamrat i wielu innych, wspierali mnie w codziennej pracy. Działalności [tej] przewodził znany działacz jędrzejowski, błogosławionej pamięci Jehuda Dan. Pewnego ranka musieliśmy jednak przerwać naszą rozległą działalność i wrócić do wojska by walczyć za sprawę, która nie była naszą. W przygnębiającym nastroju i z ciężkim sercem, zostaliśmy zmobilizowani. Każdego z nas skierowano w inne miejsce, a po krótkim szkoleniu zostaliśmy wysłani na front.
Traf chciał, że jako drukarza z zawodu, przydzielono mnie do sztabowej drukarni. Najpierw przeszkolono mnie jak obchodzić się z karabinem maszynowym po czym zostałem skierowany do pomocy przy drukowaniu poufnych rozkazów. Moja praca przebiegała normalnie - mój szef nie mógł na mnie narzekać, nie miał też wobec mnie żadnych uwag. W krótkim czasie stałem się jednym z ekspertów w tej pracy.
W tamtym czasie polska armia dotarła na przedpola Kijowa. Nie trwało to jednak długo - bolszewicy rozpoczęli kontrofensywę, którą dowodził przede wszystkim generał Budionny. Polska otrzymała mocny cios. Armia była zmuszona do stopniowego wycofywania się i nie była w stanie zatrzymać potęgi postępującej Armii Czerwonej, która dotarła aż pod Warszawę. Była obawa, że Warszawa również padnie. Polska skoncentrowała wszystkie swoje siły w okolicach stolicy. Z Paryża przybył pilnie generał Foch, „anioł zbawiciel”, który miał dowodzić polską obroną i kontrofensywą.
W tych decydujących dniach, gdy powoływano każdego, kto był w stanie nosić broń, mnie również zmobilizowano i wysłano na front. Jednakże w ostatniej chwili, gdy mieliśmy już odjeżdżać, nasz generał zdołał przekonać wyższe instancje by najbardziej niezbędni fachowcy zostali by dalej pracować w drukarni. W ten oto sposób zostałem ocalony od wielkiego niebezpieczeństwa, które czyhało na polu bitwy.
A nad Wisłą zdarzył się cud! Polska armia odepchnęła bolszewików i dotarła daleko wgłąb Białorusi. W roku 1921 rozpoczęły się rozmowy pokojowe pomiędzy rządem polskim a przedstawicielami bolszewików. W efekcie 12 października 1920 roku podpisano w Rydze porozumienie o zawieszeniu broni, a następnie, 18 marca 1921 w tym samym miejscu podpisano traktat pokojowy.
Sztab, w którym pracowałem skierowano w inne miejsce. Ponownie zaczął się okres spokoju i na powrót mogłem się oddać mojej normalnej pracy.
W lutym 1922 roku spadło na mnie nagle wielkie nieszczęście. Zostałem aresztowany przez polską żandarmerię wojskową za przestępstwo, którego nie popełniłem. Zarzucono mi szpiegostwo na rzecz reżimu bolszewickiego. Zostałem wysłany do Warszawy gdzie dochodzenie prowadził najwyższy polityczny sędzia śledczy. Powiedziano mi, że był to Żyd przechrzta. Zarzucono mi również współpracę z Partia Komunistyczna oraz szerzenie propagandy wśród wojskowych. Było to fałszywe oskarżenie. Nigdy w życiu nie miałem do czynienia z komunizmem, a tym bardziej szpiegostwem. Śledztwo prowadzono z pełną surowością. Osadzono mnie na Pawiaku, owianym złą sławą warszawskim więzieniu, w którym przesiedziałem ponad rok. Przez cały czas trwania śledztwa siedziałem w pojedynczej celi, rozmyślając dużo nad swoim losem. Nie jeden raz byłem zrozpaczony i przestawałem wierzyć w sprawiedliwość. Traciłem nawet nadzieję na uwolnienie ale zwykle po trudniejszych chwilach stawałem się silniejszy. Wielkie było moje pragnienie by dowieść swojej niewinności. To dawało mi siłę by znieść moją rozpaczliwą sytuację.
Mój brat Dawid przygotowywał się w tym czasie do aliji [powrót do kraju przodków - przyp. MM] do Ziemi Izraela. Chciał się ze mną pożegnać jednakże odmawiano mu pozwolenia na widzenie. Był tym bardzo przygnębiony i ze łzami w oczach i modlitwą w sercu prosił by dostąpił radości zobaczenia mnie w Ziemi Izraela. Ja w tym czasie cierpiałem za murami więzienia, śniąc o wolności, sprawiedliwości, uczciwości i o tym, by dostąpić łaski zobaczenia ponownie moich rodziców.
Mój brat Dawid, który opuścił diasporę, zwracał się mnie zza więziennych murów: „Bądź zdrów, bracie mój, nie trać wiary w sprawiedliwość - ona zwycięży, a ty będziesz wolny, skończy się twoje cierpienie”.
W międzyczasie zakończyło się śledztwo i mój ojciec przyjechał by zobaczyć się ze mną w więzieniu. Przez długie minuty nie byłem w stanie otworzyć ust. Było mi ciężko go pocieszyć, a za jego pośrednictwem - także moją matkę, moich braci i siostry. Ale nadeszła chwila gdy zacząłem mówić do ojca prosto z serca. Powiedziałem mu żeby się nie martwił i prosiłem, żeby powiedział wszystkim, że jestem niewinny, a cierpię tylko dlatego, że jestem Żydem. Powiedziałem też ojcu, że sprawiedliwość zwycięży i że dostąpię jeszcze radości bycia na powrót z rodziną, tak jak dawniej. Po rozmowie trwającej ledwie 20 minut ojciec opuścił mnie. Był załamany ale pocieszał mnie i mówił, żebym nie rozpaczał, abym dbał o siebie i był silnym. Później odwiedzili mnie jeszcze przyjaciele i krewni.
Podczas widzenia z moim ojcem dowiedziałem się, że mój przyjaciel Gurtman prawdopodobnie stracił życie na froncie, natomiast mój młodszy brat Abraham zaginął. Niedługo później odnalazł się w szpitalu, do którego trafił z frontu. O tym, że Gurtman jednak żyje dowiedzieliśmy się gdy powrócił do Jędrzejowa w 1923 roku z bolszewickiej niewoli.
Po tym jak śledztwo zostało zakończone, zdałem sobie sprawę ze swojej sytuacji. Znajdowałem się w gronie 15 oskarżonych, wśród których była jedna kobieta, a także jeden Polak - endek, który zdradził swoją ojczyznę za pieniądze…
Zażądałem konfrontacji z człowiekiem, który cały czas usiłował udowodnić moją winę. Stojąc z nim twarzą w twarz, przyparłem go do muru pokazując, poprzez materiały, którymi chciał mnie obciążyć, że jestem Bogu ducha winny i że nigdy nie miałem do czynienia z działalnością szpiegowską, o którą mnie oskarżał. Notatki sporządzone na dokumentach będących w rękach prowadzącego śledztwo posłużyły jako dowód, dzięki któremu prawdziwy winny został zdemaskowany i niezwłocznie aresztowany. Okazało się, że jest nim 17-letni Polak, komunista, który został specjalnie wysłany do pracy w archiwum by służyć swojej partii. Dopiero wtedy polska władza przekonała się o mojej niewinności. Przesiedziałem jednakże w więzieniu 23 miesiące. Sam proces trwał trzy dni. Byłem jedynym z oskarżonych, który został uwolniony. Muszę wspomnieć, że w akcie oskarżenia, który skierował przeciwko mnie sędzia śledczy, podkreślał on ciągle, że grozi mi kara śmierci. Można więc sobie wyobrazić moją radość, gdy moja niewinność została dowiedziona. Zaskoczenie było tak wielkie, że straciłem przytomność. Mój adwokat, znany publicysta syjonistyczny i poseł na Sejm, doktor Apolinary Hartglas, ocucił mnie i powiedział: „Człowieku, weź się w garść! Jesteś wolny!”. Doktor Hartglas bronił mnie jako wyjątkowego przypadku, który służył obronie całej żydowskiej społeczności.
Po uwolnieniu wypuszczono mnie wprost na warszawskie ulice. Byłem tak zdezorientowany, że nie wiedziałem dokąd pójść. Napotkałem przyjaciela Izraela Riterbanda, niech spoczywa w pokoju, który przyjechał do mnie gdy tylko dotarły do niego wieści o moim uwolnieniu. Udaliśmy się razem na pocztę skąd nadaliśmy telegram, że tego samego wieczoru wracam do domu.
Przybyłem do Jędrzejowa o piątej nad ranem. Moje spotkanie z rodzicami i resztą rodziny przerodziło się w święto pełne łez - coś pięknego! Mieli przed sobą tego, który wyratował się od śmierci!
Wróciłem do domu 24 stycznia 1924 roku. Spotkałem tam wielu moich towarzyszy i przyjaciół. Niektórych nie było już w Jędrzejowie. Bezgranicznie radosne było zwłaszcza moje spotkanie z tymi, którzy powrócili z rosyjskiej niewoli. Wiele wieczorów spędziłem z moim dobrym przyjacielem Izraelem Gurtmanem, opowiadając sobie wzajemnie o wszystkim co się wydarzyło podczas naszej rozłąki.
Życie powoli wracało do porządku. Zaangażowałem się znów w działalność społeczną w Jędrzejowie razem z przyjaciółmi, którzy tam jeszcze pozostali. Tak zakończył się pewien rozdział historii mojego życia (…).

*

Księgi Pamięci Żydów jędrzejowskich - tłumaczenie z języka jidysz
[Sefer-HaZikaron LeYehudi Yendzhyev pod redakcją Shimshona Dov Yerushalmi, Tel Aviv, 1965]

Autor tłumaczenia: MICHAŁ MAZIARZ 

Zrealizowano w ramach stypendium z Funduszu Popierania Twórczości ZAiKS.