Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belfer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belfer. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 października 2026

KSIĘGA PAMIĘCI - Jakow Finkelsztajn / Los Angeles

Moje miasteczko Jędrzejów

Tak wiele już lat upłynęło od chwili gdy opuściliśmy nasz drogi sztetl. Ale przywiązanie i sentyment do naszych współziomków nie osłabło. Przeciwnie - staje się mocniejsze z roku na rok. Spędziliśmy wszak wspólnie z nimi nasze dzieciństwo. Wpierw bawiliśmy się razem, potem uczyliśmy się wspólnie w chederze i szkole, by wreszcie wspólnie marzyć czytając książki czasu Haskali gdy tylko ukazywały się drukiem i chodzić tymi samymi ścieżkami rozmyślając o nieznanej przyszłości.
Usłyszawszy, że ten nieistniejący już Jędrzejów ma zostać uwieczniony, tak bardzo chce się obudzić wspomnienia, drogich przyjaciół.
Jak żywy stoi mi na przykład przed oczyma Nusyn (Natan) Ber Chęciński (…), maskil [zwolennik Haskali - przyp. MM] z własnymi filozoficznymi poglądami, żartujący z całego świata, będący jednocześnie za pan brat z każdym jędrzejowskim Żydem, kochającym cały sztetl - nawet tych, którzy dostarczali mu gorzkich zmartwień.
Myśli krążą wokół wspomnień o Mosze Wargoniu, Jeszajahu Fejgenbojmie, Abramie Probołowskim, Izraelu Wolerze, Lejblu Sobkowskim, Jeszajahu Kszepke, którzy zawsze opowiadali o pierwszych promieniach postępu, które dotarły aż do Jędrzejowa i o swojej roli w rewolucyjnym 1905 roku.
Widzę przed sobą jasne postaci Zacharje Belfra i jego żony, złotych ludzi, jak to mówią - bez żółci [w znaczeniu - wyjątkowo łagodnych]. Zawsze gotowi udzielić pomocy gdy była ona potrzebna. 
Ukazuje nam się również piękna postać Szlamy Dow Belfra z jego dobrodusznym uśmiechem, silną wolą i zamiłowaniem do pracy społecznej.
Czy możemy zapomnieć Żyda jakim był, na przykład, Zacharje Beker? Któż nie pamięta ile wysiłku włożył by namówić tak wielu przykładnych obywateli, aby złożyli swoje podpisy pod petycją o zgodę na otwarcie „Muzy” w Jędrzejowie [Żydowskie Towarzystwo Muzyczno-Dramatyczne „Muza” - przyp. MM]? A jego małżonka, która zawsze miała największą sumę w swojej puszce na rzecz Keren Kajemet [Żydowskiego Funduszu Narodowego - centralny fundusz ruchu syjonistycznego, który zebrane środki przeznaczał m.in. na wykup ziemi w Palestynie - przyp. MM] i [słusznie] była z tego bardzo dumna? Któż z nas, starych Jędrzejowerów, tego nie pamięta?
Pamiętam też, jak ta sama kobieta, która przeczytała tyle książek, starała się nakłonić jędrzejowskich chłopców i dziewczęta do czytania. Mnie również kiedyś przeegzaminowała mówiąc: - Jakow, powiedz prawdę, czy przeczytałeś uważnie historię świętego „Dziadka ze Szpoły”? [przydomek Arie Lejba ze Szpoły - słynnego chasydzkiego cadyka, znanego kabalisty i ludowego uzdrowiciela - przyp. MM] A ja chciałem się zapaść pod ziemię ze wstydu bo nie pamiętałem jej.
Tamtej historii nie mogłem sobie przypomnieć ale te wszystkie świetliste postaci z mojego miasta Jędrzejowa pamiętam dobrze i z szacunkiem wspominam tych, których niestety już nie ma. I z gorącą miłością zwracam się do moich braci i sióstr, Ocalałych z naszego miasteczka Jędrzejowa!

 *


Księgi Pamięci Żydów jędrzejowskich - tłumaczenie z języka jidysz
[Sefer-HaZikaron LeYehudi Yendzhyev pod redakcją Shimshona Dov Yerushalmi, Tel Aviv, 1965]

Autor tłumaczenia: MICHAŁ MAZIARZ 

Zrealizowano w ramach stypendium z Funduszu Popierania Twórczości ZAiKS.

wtorek, 27 grudnia 2022

KSIĘGA PAMIĘCI - Izrael Dutkiewicz * / Norwegia - cz. 1/4

cz. 1/4 

 

Jędrzejów z dawnych lat. Z moich wspomnień.


Powiatowe miasto Jędrzejów leży przy głównej drodze łączącej Kielce i Kraków. Liczyło [kiedyś] około 14 tysięcy dusz, z czego 4000 Żydów.

Jędrzejów był żydowskim miasteczkiem jak wiele innych w Polsce. Zarazem był Jędrzejów w pewnej mierze unikalny i specyficzny - zawsze wybiegające naprzód, a często będące nawet jednym z pierwszych miast rozwijających się w danej dziedzinie.

Już przed pierwszą wojną wojną światową była w Jędrzejowie młodzież, która wyrwała się z bejtmidraszu i dokładała starań by zdobyć wykształcenie.

Ci młodzi ludzie byli też pierwszymi, którzy zorganizowali w naszym mieście harcerstwo trumpeldorowskie [Żydowski Związek Skautowy im. kpt. Josefa Trumpeldora, w skrócie Betar - skrajnie prawicowa, syjonistyczna organizacja młodzieżowa - przyp. MM]. Swoje idee natychmiast wcielali w życie.

Krótko po pierwszej wojnie światowej, gdy granice nowopowstałego państwa nie ustabilizowały się jeszcze, jędrzejowska młodzież z Haszomer [hebr. Strażnik - żydowska organizacja skautowa] spakowała trochę bielizny i ubrań i udała się z plecakami do Ziemi Izraela, nie mając zezwolenia na wjazd ani nawet polskich paszportów. Wyruszyli w długą drogę - ich podróż trwała aż 13 miesięcy! Ale dotarli do celu! Nie ciągnęło ich do Ameryki i jej „złotych gór” ale do gorących piasków Wyżyny Judzkiej i bagien Galilei!

Ich zdecydowany i energiczny krok miał ogromny wpływ na młode pokolenie, które patrzyło na naszych pierwszych chaluców [hebr. pionier, osadnik - przyp. MM] jak na legendarnych bohaterów.

Ta pierwsza grupa składała się z przyjaciół: Jakowa Kenemana błogosławionej pamięci, Szmula i Hilela Dudkiewiczów błogosławionej pamięci, Cwi Horowicza, Abrama Tenebauma, braci Okowita, Awigdora Belfra, M. Solowicza, Mosze Dudkiewicza błogosławionej pamięci i wielu innych.


Betar w Jędrzejowie - rok 1928.

Po ich emigracji powiększyły się zastępy szomrów [członków Haszomer - przyp. MM]. Marzeniem każdego żydowskiego dziecka było zapisać się do Haszomer. I tak też przyszła kolej na mnie i przyjaciół w moim wieku.

Należeliśmy do najmłodszej grupy. Naszym rosz kwuca był Icze Rubinski [rosz kwuca - hebr. kierownik; kwuca - grupa, odpowiednik zastępu. Żydowskie organizacje młodzieżowe, podobnie jak polskie, miały swoje nazewnictwo w odniesieniu do kolejnych grup wiekowych oraz osób nimi kierujących - przyp. MM]. Nie wiedzieliśmy wówczas, że toczy się ideologiczna walka wewnątrz Haszomer, która doprowadziła w końcu do rozłamu w ruchu szomrowskim. W jego wyniku powstały dwa ruchy młodzieżowe: Ha-Szomer ha-Cair [hebr. Młody Strażnik - lewicowa syjonistyczna organizacja młodzieżowa - przyp. MM] oraz Ha-Szachar [hebr. Świt - przyp. MM]. Kiedy nasz kierownik wstąpił do Ha-Szachar, my zrobiliśmy to samo.

Organizacja rozpoczęła bardzo intensywną pracę. Jedną z sił napędowych Ha-Szachar był bardzo utalentowany i energiczny Jakow Berger błogosławionej pamięci, jak również jego przyjaciele: Icchak Abramowicz i Moszele Rozen, W krótkim czasie stworzyli oni prężny młodzieżowy ruch.

Tak było do roku 1926, kiedy to Jakow Berger, a wraz z nim jeszcze kilkoro przyjaciół, wyemigrowali do Ziemi Izraela. Zostaliśmy bez przewodnika jak owce bez pasterza. Przyczyniło się to do osłabienia Ha-Szachar i niemal całkowitej jego likwidacji.


Grupa członków partii rewizjonistycznej [Organizacja Syjonistów-Rewizjonisów - przyp. MM] w Jędrzejowie - przed drugą wojną światową

W roku 1928 dawna najmłodsza grupa Ha-Szachar zorganizowała się ponownie jako młodzieżówka organizacji syjonistycznej. Kierowali nią towarzysze: Abram Rajzman, Mosze Prajs i Izrael Dutkiewicz.

Prowadziliśmy aktywną działalność syjonistyczną - co tydzień-dwa organizowaliśmy spotkania, poznawaliśmy historię Żydów i ruchu syjonistycznego. Założyliśmy także sekcję piłkarską i rowerową.

Nasza grupa składała się z towarzyszy i towarzyszek:

Mosze Rajzman, Jakow Topiol, Zacharie Brajtbort, Awigdor Wdowiński, Chancie Wygnański, Zośka Horowicz, Etka Bresler, Pola Zajączkowski, Izrael Mauer, Cwi Glat i inni, których niestety nie pamiętam.

 

* nazwisko autora pojawia się w tym i innych tekstach wymiennie w dwóch pisowniach: Dutkiewicz i Dudkiewicz.

 

*

Tłumaczenia wybranych tekstów z Księgi Pamięci Żydów jędrzejowskich
[Sefer-HaZikaron LeYehudi Yendzhyev pod redakcją Shimshona Dov Yerushalmi, Tel Aviv, 1965]

Autor tłumaczenia z języka jidysz: MICHAŁ MAZIARZ 

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego



 




piątek, 14 października 2022

KSIĘGA PAMIĘCI - Rywka Zaromb-Hutnik / Buenos Aires

Moje drogie miasteczko Jędrzejów

Ponad 40 lat dzieli mnie od tamtego czasu, od tamtych ludzi i wydarzeń, a pomimo to wszystko jest jasne i wyraźne - każdy najdrobniejszy szczegół. Z perspektywy minionego czasu widzę bogate i pełne wigoru życie, które rozgrywało się w pięknych barwach - pomimo biedy i innych trudnych czynników, które stawiały w ciężkiej sytuacji życie żydowskie w Polsce.
To prawda, że życie miało swoją powszedniość - zarabianie na chleb i inne potrzeby. (…)
Ale prawdą jest też, że skrzyło się tam życie kulturalne, którym w stosunku do niewielkiej społeczności żydowskiej, moglibyśmy obdzielić kilka większych miast.
Być może stąd bierze się fakt, że moje wspomnienia nie kręcą się wokół codziennego życia, pracy i utrzymania rodziny, ale raczej towarzystwa kulturalnego „Muza”. Koncentrowała się wokół niego niezwykła aktywność, przede wszystkim młodzieżowa.
Przypadło mi w udziale być świadkiem pierwszych kroków towarzystwa kulturalnego i mam coś do opowiedzenia na temat historii, która stworzyła grunt i zrodziła potrzebę stworzenia „Muzy”. Wpłynęła ona mocno na życie jędrzejowskiej młodzieży i przyczyniła się do jej społecznego i kulturalnego ukształtowania.
Grupa młodzieży, pod kierownictwem Mendla Dancikera, pracowała nad wystawieniem sztuki „Sara Szejndel”. (Żadną miarą nie mogę sobie przypomnieć nazwiska autora). Rolę tytułową, Sarę Szejndel, miał zagrać Motl Rajzman ale jego rodzice absolutnie nie wyrazili na to zgody. Do przedstawienia pozostały tylko trzy dni i nie było komu go zastąpić. Reżyser sztuki wpadł wtedy na pomysł, abym to ja spróbowała swoich sił w tej roli. Moja rodzina wyraziła pewien sprzeciw [na myśl], że miałabym zostać „aktorką”. Szybko wywalczyłam sobie jednak niezależność zdobywając, razem ze swoją przyjaciółką Hańcią Kamrat, zawód szwaczki. Opuściłam dzięki temu dostatni dom mojego ojca, aby „proletaryzować się” - to było dążenie ówczesnej młodzieży.
Poddasze, na którym razem mieszkaliśmy i pracowaliśmy było wówczas miejscem spotkań młodzieży, w którym wspólnie dyskutowaliśmy, śpiewaliśmy ludowe pieśni, przede wszystkim wzywające do walki.
Taki oto los, który był moim udziałem, pozwolił mi podjąć moje pierwsze próby w żydowskim teatrze pod okiem Mendla Dancikera.

Zarząd Biblioteki im. I. L. Pereca przy Towarzystwie „Muza” w Jędrzejowie. Na zdjęciu od prawej siedzą: Abraham Chenciński, Kalman Chenciński, Izrael Gurtman, Szlama Dawid Belfer, Herszel Renkoszyński, Rywka Zaromb. Stoją Chawa Tenenbojm, Berl Fridman i Chaim Lederman. [Na ścianie portret Icchoka Lejba Pereca - klasyka literatury jidysz - przyp. MM]
 
 

Do dziś nie mieści mi się w głowie, że w tak krótkim czasie, jaki pozostał na próby (ledwo trzy dni) i przy moim niewielkim doświadczeniu w tej dziedzinie (bo nie byliśmy rozpieszczeni jeśli chodzi o teatr), udało mi się nauczyć mojej roli. Pokazałam się i triumfowałam. Moja rola jako Sara Szejndl była wielkim osiągnięciem, a przedstawienie - wspaniałym sukcesem.
Pierwszy triumf rozbudził nasz apetyt więc pracowaliśmy dalej, wystawiając później poważne przedstawienia. Między innymi „Opowieść o siedmiu powieszonych” [Leonida] Andrejewa. Ale znaczenie naszego pierwszego przedstawienia [Sara Szejndl] polegało na tym, że dało ono impuls dla stworzenia „Muzy”, która była pierwszym etapem naszej drogi na szczyt.
Ówczesna grupa aktorów-amatorów nie stawiała sobie początkowo żadnych większych celów. Nie miała także jasno zdefiniowanego charakteru. Byli tam ludzie o rozmaitym pochodzeniu społecznym i politycznym. Powstanie „Muzy”, która wzięła sobie za wzór będzińską „Muzę”, od której zapożyczyła także statut, postawiło przed nami konkretne zadania: upowszechnianie kultury wśród mas żydowskich i w naszym miasteczku.
Założyliśmy bibliotekę imienia I.L. [Icchoka Lejbusza] Pereca, w zbiorach której znajdowały się najlepsze i najnowsze dzieła literatury żydowskiej. Wkrótce pojawił się też dział literatury polskiej. Otworzyliśmy także czytelnię, w której dostępne były wszystkie gazety i czasopisma żydowskie, niezależnie od (ich) politycznego charakteru. Działał także klub szachowy.
Nasza działalność rozszerzyła się i grupa, która była początkowo tylko kółkiem teatralnym, podjęła wiele innych zagadnień żydowskiej kultury.
„Muza” rozwinęła się, a jej sława wykraczała poza granice miasta.
To miejsce, początkowo tylko miejsce spotkań młodzieży, stało się adresem dla wielu żydowskich pisarzy i działaczy kulturalnych, którzy przyjeżdżali do nas z Warszawy.
Nie zapomnę nigdy atmosfery święta, którą przywiózł ze sobą młody wówczas Perec Markisz, przybyły do Jędrzejowa. Byli u nas także Efroim Kaganowski, Mejlech Rawicz, Leo Finkelsztajn, Joel Mastbojm, dr Jechiel Halpern i inni.
Wszyscy byliśmy młodzi i dziś wydaje się, że samo życie było młodsze od nas. Atmosfera święta nie trwała jedynie podczas ich występów i wykładów ale na długo przed nimi, (…), a także na długie dni i tygodnie po nich.
W trakcie naszej działalności ujawniły się także lokalne siły, dzięki którym odbywały się ciekawe wieczory dyskusyjne i odczyty literackie na temat pisarzy i ich dzieł. Pośród młodzieży wyróżniali się: Izrael [Isroelik] Gurtman, Abraham Solowicz, Mosze Kasjer i inni, którzy później, w trakcie swoich życiowych wędrówek, kontynuowali swoją działalność i miłość do żydowskiego słowa wszędzie tam, gdzie los ich zaprowadził.
Nasze kółko dramatyczne, gałąź działalności kulturalnej „Muzy”, zabłysnęło jak prawdziwy klejnot i wspinało się wciąż wyżej i wyżej. Nasze przedstawienia, wzbudzające radość i atmosferę święta, zapewniały „Muzie” zaplecze finansowe, które w późniejszym czasie pozwoliło na przenosiny do bardziej przestronnego lokalu.
Sytuacja polityczna w Polsce nie pozostawała obojętną dla młodzieży, która skupiała się wokół „Muzy”. Do twierdzy żydowskiej kultury, którą była „Muza”, również wkradały się różne polityczne prądy. Młodzież żydowska nie mogła pozostać obojętna wobec nastrojów, które ogarnęły młodzież całego świata przed wojną, w obliczu kolosalnych zmian, które zachodziły wokół.
Ktoś znajdował swój ideał w Związku Radzieckim, który graniczył z Polską, ktoś inny szukał rozwiązania problemu żydowskiego w budowie własnego państwa. Ze wszystkich ideowych ugrupowań, które znalazły miejsce dla swojej działalności w ramach „Muzy”, wykrystalizowały się dwa główne stronnictwa: komunistyczne i syjonistyczno-socjalistyczne.
Między tymi dwoma głównymi ugrupowaniami toczyła się walka o narzucenie ich ideowego porządku. Gorące i zawzięte dyskusje toczyły się między zwolennikami obu grup choć do żadnych krwawych starć nigdy nie doszło.
Były to czasy tolerancji, uprzejmości i przede wszystkim, wszystkich łączył jeden cel: upowszechniać żydowskie słowo i cenić wysoko żydowską kulturę!

Grupa przyjaciół i przyjaciółek z żydowskiej biblioteki w Jędrzejowie. W środku - Jakow Finkelsztajn i Hirsz Szejkowicz.


Nadeszły jednak ciężkie lata dla życia żydowskiego. Pierwsza wojna światowa zostawiła za sobą zgliszcza, a lata powojenne wyczerpały ekonomicznie Żydów w miasteczku. Antysemicka polityka sanacji ciężko dotknęła wszystkich dziedzin żydowskiego życia. Ale nawet w tych ciężkich czasach przebłyskiwały takie momenty jak nasze teatralne przedstawienia czy spotkania z ludźmi teatru, którzy przyjeżdżali do nas z Warszawy. Pamiętam jak grali u nas gościnnie Jonas Turkow i Diana Blumenfeld - dało nam to tak dużo radości i duchowej przyjemności!
Te piękne czasy skończyły się dla mnie w maju 1928 roku kiedy zostałam aresztowana za przygotowywanie komunistycznej odezwy na 1. maja. Zostałam skazana na półtorej roku więzienia. Po odsiedzeniu niecałego roku wyszłam za kaucją i, nie chcąc wracać do więzienia, w czerwcu 1929 roku nielegalnie opuściłam Polskę na zawsze.
Dalsza moja droga prowadziła przez Niemcy, gdzie mieszkałam do momentu dojścia Hitlera do władzy, aż do Argentyny.
Kilkadziesiąt lat minęło od pięknych dni mojej młodości. Morze krwi i łez zalało przez ten czas miasta i kraje. Dawny Jędrzejów podzielił los setek i tysięcy innych żydowskich miast i miasteczek w Polsce i wschodniej Europie. Z tych wszystkich, którzy wzbogacali, upiększali życie naszego miasteczka, uratowało się niewielu; są dziś rozsiani po całym świecie.
Lata międzywojenne na zawsze pozostaną w mojej pamięci - tak samo jak pozostaną w pamięci wszystkich, którzy ich doświadczyli. 
 

 

*
Tłumaczenia wybranych tekstów z Księgi Pamięci Żydów jędrzejowskich
[Sefer-HaZikaron LeYehudi Yendzhyev pod redakcją Shimshona Dov Yerushalmi, Tel Aviv, 1965]

Autor tłumaczenia z języka jidysz: MICHAŁ MAZIARZ 

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego


 



poniedziałek, 10 października 2022

KSIĘGA PAMIĘCI - Wolf Brenner, 2/2

cz. 2

Środki do życia zapewniały nam lokale Linas Hacedek i Bikur Cholim, które znajdowały się w naszym domu, przy ulicy Pińczowskiej 12, a które zostały oddane policji żydowskiej. Dzięki temu udało mi się załapać tam do pracy jako goniec. Moim zadaniem było dostarczanie jedzenia Żydom przebywającym w areszcie przy ulicy 11 Listopada.

Należy wspomnieć, że wśród aresztowanych znajdowała się również kobieta o nazwisku Fejga Gluzman, której „grzechem” było, że złapano ją z drobiem. Była podejrzana o to, że niesie mięso do żydowskiego rzeźnika.

Mając kontakt z aresztowanymi mogłem im pomagać kontaktować się z ich rodzinami.

Żydowski policjant Zelig Trajman, który zwykł eskortować żydowskich robotników w drodze do pracy w Sędziszowie, został zastrzelony bez żadnej przyczyny. Została po nim tylko policyjna czapka, którą natychmiast zabrałem - od tej pory ułatwiała mi wchodzenie do getta i wychodzenie z niego, jak i odwiedzanie innych miejsc w Jędrzejowie.

W takich warunkach przeżyłem aż do pierwszej deportacji do Treblinki, która miała miejsce trzy dni przed Jom Kippur 1940 roku. I znów przydarzył mi się niebywały cud.

Znajdując się wśród tysięcy Żydów przeznaczonych do deportacji do Treblinki, do mnie i do żydowskiego policjanta Motla Solarza zbliżył się SS-man i rozkazał nam: „Wracajcie z  powrotem do getta, zbierzcie dużo drobiu i przynieście go do kantyny”. SS-man wysłał razem z nami żandarma, który miał nam towarzyszyć przy tej „prawdziwej” pracy.

Wkrótce po dotarciu do punktu zbornego, wszystkie jędrzejowskie rodziny żydowskie wysłano na stację kolejową, a stamtąd przetransportowano do Treblinki. Po wysiedleniu pozostawiono około 200 ludzi, którzy mieli zlikwidować żydowski majątek w Jędrzejowie. Ja wraz z Motlem Solarzem, po wykonaniu „dobrego uczynku” jakim było łapanie kur dla kantyny SS, również znaleźliśmy się wśród pozostałych przy życiu Żydów. Wysłano nas wszystkich do budynku Judenratu przy ulicy Pińczowskiej 12, który był już faktycznie „Judenrein”…

Stamtąd zaprowadzono nas wszystkich do domu Skrzypczyka, który został wyznaczony na lokalizację małego getta. Pod nadzorem niemieckich żandarmów i SS zaczęliśmy pakować majątek jędrzejowskich Żydów i i wysyłać wszystko do centralnego magazynu, który znajdował się w domu Izraela Rozenberga przy ulicy Pińczowskiej 16. Wszystkie towary wysyłano do Niemiec, a meble, sprzęty domowe i ubrania sprzedawano na licytacji. Polscy wrogowie za marne grosze kupowali żydowską spuściznę, dziedzictwo przekazywane z pokolenia na pokolenie. Nadzorcą tych „transakcji”, jak również całej naszej pracy, był okryty złą sławą niemiecki żandarm Luesse. Razem ze mną do tej pracy skierowano moich szwagrów - Fajwela Grosmana i Mosze Efraima Lipskiego, jak również mojego kuzyna Mosze Ledermana. W tamtym czasie w głowach niektórych młodych jędrzejowskich Żydów pojawiła się myśl o oporze jeśli Niemcy spróbują zlikwidować małe getto.

Tę myśl podzielali, poza mną, Jekl Obarzanek, Moszke Lenczner, Chaim Rozenbojm i Judenharc, imienia którego nie mogę sobie niestety przypomnieć.

Pewien Polak, Marcinkowski, zakupił dla nas rewolwer i Jekl Obarzanek nauczył nas potajemnie strzelać.

16 lutego 1943 roku SS-mani otoczyli znienacka małe getto i zgromadzili nas wszystkich na podwórzu. Naprzeciwko domu Skrzypczyka, gdzie znajdowało się małe getto, stał dom, tak zwany „szpital epidemiczny”. Wyprowadzono z niego wszystkich chorych po czym zastrzelono na naszych oczach. Był między nimi także mój kuzyn, Jekl Lederman.

Jeden z chorych miał niewyobrażalne szczęście. Szmul Wargoń, syn błogosławionej pamięci Mosze Wargonia - znanego jędrzejowskiego członka partii Mizrachi, szanowanego działacza społecznego, który chorował na tyfus plamisty, zaczął nagle uciekać jak gdyby wstąpiły w niego nadludzkie siły. Mordercy strzelali do niego ale nie trafili i udało mu się uciec. Żyje i mieszka dziś w Australii.

Po bezlitosnej rzezi chorych zapakowano nas na ciężarówki, oddzielając od nas małe dzieci, które mordercy chcieli rozstrzelać na miejscu. Ale tutaj znów wydarzyły się prawdziwe cuda. Znajdowała się między nami Żydówka z Tomaszowa Mazowieckiego, z małym dzieckiem. Dziecko rzuciło się na ziemię, zanosiło się płaczem i krzyczało: „Nie strzelajcie do mnie, jestem jeszcze mały i chcę żyć!”. To wołanie poruszyło kamienne serca morderców, którzy pozwolili nam zabrać wszystkie dzieci, które znajdowały się jeszcze w małym getcie.

Życie w Skarżysku było koszmarem: ciężka praca, głód i niedola. Ludzie chorowali na tyfus plamisty i umierali pozbawieni jakiejkolwiek opieki medycznej. Jedną z tych ofiar był mój brat Mosze, niech B-g pomści jego krew. Także ja sam przeszedłem kilka ciężkich chorób. Byłem bardzo słaby i czułem, że ja również przypłacę to życiem. Zdecydowałem się uciec z tej gehenny i udać się z powrotem do Jędrzejowa. O swoim planie opowiedziałem kilku przyjaciołom z Jędrzejowa. Zgodzili się wykonać ten ryzykowny krok razem ze mną. Byli wśród nich: Icchak Lenczner, Szmulik Goldberg i Szmul Belfer ze swoją żoną Belką. Ostatnich troje wkrótce nas opuściło i razem z Icchakiem Lencznerem ruszyliśmy w stronę Suchedniowa.

[Po drodze natknęliśmy się na] wojskowy patrol, który rozkazał nam zatrzymać się. Biegliśmy dalej, patrol zaczął strzelać - mój przyjaciel, błogosławionej pamięci Icchak Lenczner zginął, a mnie także tym razem udało się uciec od pewnej śmierci. Dowlokłem się do Kielc i dostałem się do getta. Wkrótce zlikwidowano także getto kieleckie, a mnie, wraz z kieleckimi Żydami, wysłano do Pionek niedaleko Radomia. Początkowo pracowałem przy wyładunku węgla. Później powstała tam fabryka pod nazwą „Schmidt Gesellschaft”, w której pracowałem aż do końca 1944 roku.

Ze smutkiem obserwowałem powieszenie Lejba Brandesa, niech B-g pomści jego krew - znaleziono przy nim butelkę wódki, która była własnością fabryki. Wkrótce Brandes, będąc na szubienicy, wykrzyknął: „Żydzi weźcie…!” - słowa „odwet” nie zdążył już wypowiedzieć. Stryczek na szyi zakończył jego życie!

Z Pionek wysłano nas do Sachsenhausen. Tam każdemu z nas pobrano krew dla rannych [niemieckich] żołnierzy.

Wysłano nas następnie do Gliwen [prawdopodobnie chodzi o obóz Schlieben - przyp. MM], do którego wcześnie wysyłaliśmy maszyny z Pionek, abyśmy ponownie zmontowali fabrykę. Pracowaliśmy tam jeszcze przez jakiś czas.

Trochę później ponownie wysłano nas do Sachsenhausen - w grupach po 25 osób, a w maju 1945 przewieziono nas do Bergen-Belsen. To był ostatni etap naszego odkupienia! Tam mieliśmy szczęście usłyszeć o klęsce Hitlera, niech jego imię będzie wymazane, i tam też zostaliśmy wyzwoleni i (…).

Tam też wziąłem ślub z moją żoną Sarą Goldberg, również wyzwoloną z obozu pracy.

W 1946 roku przybyliśmy do Izraela nielegalnie, statkiem Tel Hai. Zatrzymali nas Anglicy i odesłali do Atlit [miejscowość w pobliżu Hajfy – przyp. MM]. Tymczasem powstało Państwo Izrael i zostaliśmy uwolnieni. Byliśmy, błogosławione niech będzie imię boże, wolnymi obywatelami Państwa Izrael, naszego własnego państwa. Zamieszkaliśmy w Jaffie, przy Sderot Jeruszalaim 85. Jesteśmy dumni z naszych czworga dzieci i opowiadamy im o tym, czego doświadczyliśmy od nazistów, niech imię ich będzie wymazane!

*

Tłumaczenia wybranych tekstów z Księgi Pamięci Żydów jędrzejowskich
[Sefer-HaZikaron LeYehudi Yendzhyev pod redakcją Shimshona Dov Yerushalmi, Tel Aviv, 1965]

Autor tłumaczenia z języka jidysz: MICHAŁ MAZIARZ 

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego


 



 

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Piekarnia

Przed wojną w Jędrzejowie było dziesięć żydowskich piekarni. W piekarni na rogu Rynku, Krzywego Koła i Strażackiej piekł chleb Zachariasz Belfer. Właścicielem budynku był Izraelita Frucht. W 1940 r. piekarnię Belfra dostał od niemieckich władz okupacyjnych poznaniak Kostka. Kiedy wojna się skończyła, Józef Świerkowski uczeń krakowskiego piekarza Steinera, odkupił piekarnię.

Źródło:
https://www.jedrzejowska.net/z-sentymentem-o-dawnych-piekarniach-jedrzejowskich/