czwartek, 15 października 2026

Majloch Rozencweig

Każdy gdzieś kopie, jeden w ziemi, drugi w szpargałach domowych.

Ja na przykład dokopałam się po raz kolejny do zaświadczenia mojej ciotki Henryki (Szczecińskiej), z którego wynika, że aktywnie brała udział w ruchu oporu. No i ma prawo otrzymać status kombatanta II wojny…

(...)

Ciotka rzadko i enigmatycznie wspominała o swojej wojennej działalności w ruchu oporu na terenie Jędrzejowa, jednak w rodzinie byliśmy świadomi, że ona właśnie stała się „spiritus movens” ukrycia i przechowywania od lutego 1943 do 14 stycznia 1945 r. (dzień wyzwolenia Jędrzejowa przez wojska Armii Czerwonej), w kamienicy na strychu Rynku nr 3, Majlocha Rozencweiga - syna naszych sąsiadów, zbiegłego z kolumny transportowej 19-latka. [Prawdopodobnie Majloch to Elimelech. Osoba o takim imieniu i nazwisku figuruje na liście ofiar Księdze Pamięci Żydów jędrzejowskich].

Zaprzysięgła do tzw. trójki jej mamę, a moją babcię, Zosię i mojego ojca Michała. Reszcie nic nie mówiono. Zasady konspiracji ściśle i konsekwentnie przestrzegano, więc Majloch, a wraz z nim opiekunowie szczęśliwie przeżyli okupację niemiecką, choć ryzyko było ogromne: kara śmierci!

Na fotografii ciotki Heni Szczecińskiej widnieją fragmenty pieczęci Straży Pożarnej, w której zatrudnienie dawało możliwość poruszania się po mieście po godzinie policyjnej.

(...) 

Cóż, wcześniej nie wyrażałam zgody na upublicznienie sprawy Majlocha, bo obowiązywała mnie obietnica 10-letniego milczenia, złożona mojemu Ojcu Michałowi. Jego wola się wypełniła. Czas karencji upłynął, toteż już można nie tylko mówić, ale i pisemnie dopełnić lokalną historię domów pod nrami 3 i 4 w jędrzejowskim Rynku.

Przed wojną trudy życia codziennego czasem skłaniały sąsiadów do współpracy. Mój Ojciec umawiał się więc z trochę starszym od niego Majlochem, by wspólnymi siłami dostarczać wodę do ich gospodarstw domowych. Razem kręcili korbą studni na Rynku (...), a następnie pełne beczki wody przyciągali wózkiem (a zimą saniami) do piekarni pod numerem  4, albo do zbiornika na wodę dla łazienki z wanną w kamienicy nr 3.

Pytałam, czy Majloch był kolegą z gimnazjum, ale Ojciec zaprzeczył, dodając o Rozencweigach: „To byli uczciwi i pobożni ludzie, dobrzy sąsiedzi. Pomagaliśmy sobie wzajemnie”. Do tej pory w okolicy Zaduszek pamiętamy w sposób szczególny o Majlochu.

 

Źródło / source - list do portalu Andreovia.pl:

piątek, 9 października 2026

KSIĘGA PAMIĘCI - Jakow Finkelsztajn / Los Angeles

Moje miasteczko Jędrzejów

Tak wiele już lat upłynęło od chwili gdy opuściliśmy nasz drogi sztetl. Ale przywiązanie i sentyment do naszych współziomków nie osłabło. Przeciwnie - staje się mocniejsze z roku na rok. Spędziliśmy wszak wspólnie z nimi nasze dzieciństwo. Wpierw bawiliśmy się razem, potem uczyliśmy się wspólnie w chederze i szkole, by wreszcie wspólnie marzyć czytając książki czasu Haskali gdy tylko ukazywały się drukiem i chodzić tymi samymi ścieżkami rozmyślając o nieznanej przyszłości.
Usłyszawszy, że ten nieistniejący już Jędrzejów ma zostać uwieczniony, tak bardzo chce się obudzić wspomnienia, drogich przyjaciół.
Jak żywy stoi mi na przykład przed oczyma Nusyn (Natan) Ber Chęciński (…), maskil [zwolennik Haskali - przyp. MM] z własnymi filozoficznymi poglądami, żartujący z całego świata, będący jednocześnie za pan brat z każdym jędrzejowskim Żydem, kochającym cały sztetl - nawet tych, którzy dostarczali mu gorzkich zmartwień.
Myśli krążą wokół wspomnień o Mosze Wargoniu, Jeszajahu Fejgenbojmie, Abramie Probołowskim, Izraelu Wolerze, Lejblu Sobkowskim, Jeszajahu Kszepke, którzy zawsze opowiadali o pierwszych promieniach postępu, które dotarły aż do Jędrzejowa i o swojej roli w rewolucyjnym 1905 roku.
Widzę przed sobą jasne postaci Zacharje Belfra i jego żony, złotych ludzi, jak to mówią - bez żółci [w znaczeniu - wyjątkowo łagodnych]. Zawsze gotowi udzielić pomocy gdy była ona potrzebna. 
Ukazuje nam się również piękna postać Szlamy Dow Belfra z jego dobrodusznym uśmiechem, silną wolą i zamiłowaniem do pracy społecznej.
Czy możemy zapomnieć Żyda jakim był, na przykład, Zacharje Beker? Któż nie pamięta ile wysiłku włożył by namówić tak wielu przykładnych obywateli, aby złożyli swoje podpisy pod petycją o zgodę na otwarcie „Muzy” w Jędrzejowie [Żydowskie Towarzystwo Muzyczno-Dramatyczne „Muza” - przyp. MM]? A jego małżonka, która zawsze miała największą sumę w swojej puszce na rzecz Keren Kajemet [Żydowskiego Funduszu Narodowego - centralny fundusz ruchu syjonistycznego, który zebrane środki przeznaczał m.in. na wykup ziemi w Palestynie - przyp. MM] i [słusznie] była z tego bardzo dumna? Któż z nas, starych Jędrzejowerów, tego nie pamięta?
Pamiętam też, jak ta sama kobieta, która przeczytała tyle książek, starała się nakłonić jędrzejowskich chłopców i dziewczęta do czytania. Mnie również kiedyś przeegzaminowała mówiąc: - Jakow, powiedz prawdę, czy przeczytałeś uważnie historię świętego „Dziadka ze Szpoły”? [przydomek Arie Lejba ze Szpoły - słynnego chasydzkiego cadyka, znanego kabalisty i ludowego uzdrowiciela - przyp. MM] A ja chciałem się zapaść pod ziemię ze wstydu bo nie pamiętałem jej.
Tamtej historii nie mogłem sobie przypomnieć ale te wszystkie świetliste postaci z mojego miasta Jędrzejowa pamiętam dobrze i z szacunkiem wspominam tych, których niestety już nie ma. I z gorącą miłością zwracam się do moich braci i sióstr, Ocalałych z naszego miasteczka Jędrzejowa!

 *


Księgi Pamięci Żydów jędrzejowskich - tłumaczenie z języka jidysz
[Sefer-HaZikaron LeYehudi Yendzhyev pod redakcją Shimshona Dov Yerushalmi, Tel Aviv, 1965]

Autor tłumaczenia: MICHAŁ MAZIARZ 

Zrealizowano w ramach stypendium z Funduszu Popierania Twórczości ZAiKS.