Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Werdygier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Werdygier. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 grudnia 2022

KSIĘGA PAMIĘCI - Jakow Elbojm błogosławionej pamięci / Tel Awiw

Z moich przeżyć podczas drugiej wojny światowej. Wspomnienia 

Ucieczka z Jędrzejowa w roku 1939

Do wybuchu wojny mieszkałem w Jędrzejowie. Nasze miasteczko było w zasadzie spokojnym i cichym miejscem, gdzie Żydzi żyli nieźle. Toczyło się tam też spokojne życie społeczne. Do wybuchu wojny dobrze rozwijała się tam działalność wszystkich [żydowskich] partii.

W niedzielę 3 września 1939 w naszym spokojnym mieście wybuchło ogromne zamieszanie, zwłaszcza wśród Żydów, którzy czuli instynktownie, że stoją przed krwawą powodzią, która zmiecie ich z horyzontu.

Z jednej strony, wszystkimi ulicami maszerowały zuchwałe hitlerowskie zastępy, dumne z łatwego zwycięstwa; z drugiej - żydowska ludność z kosturami w rękach wlokła się wszystkimi drogami w poszukiwaniu nowego miejsca dla siebie i swoich maleńkich dzieci.

Ludzie uciekają. Niektórzy na furze ciągniętej przez konie, ale większość pieszo, z pakunkami na plecach, z rodzicami w podeszłym wieku, wokół nich kobiety z małymi dziećmi.

Uciekających odprowadzają z “niemiecką precyzją” samoloty, które bez końca i bez litości zrzucają bomby na niewinną i bezbronną ludzką masę. Wszystko się trzęsie. Domy wylatują w powietrze. Wśród uciekających nie brakuje ofiar.

Wszystkie państwowe instytucje są ewakuowane, wszystko pakuje się w pośpiechu. Władze i urzędnicy są w panice i uciekają wraz z tłumem, nie wiedząc dokąd…

Cywile są zagubieni - widzą, że są bezbronni. Nie ma żadnych władz, nie ma wojska, nie ma broni. [Ludzie] widzą, jak ich domy i dobytek są niszczone, płoną i nie wiedzą nawet co przyniesie im kolejny dzień…

Przeklętego 3 września 1939 roku nie zapomnę do końca moich dni!


Potworny marsz przez Polskę

Opuściwszy dom mojej młodości, wlokę się bezwiednie wśród potoku bezdomnych, którym towarzyszą bezlitośni i okrutni niemieccy lotnicy, bez ustanku zrzucający bomby zapalające. A liczba ofiar wciąż rośnie…

Rodzice zostawiają za sobą strzępy dzieci, które padły ofiarą bomb, i idą dalej… To samo robią dzieci, które w bombardowaniach straciły rodziców.

Po przybyciu do wsi Mnichów pod Jędrzejowem, napotkałem tam znanego chrześcijanina, ważną osobistość, członka polskiego Senatu, który również uciekał. Pytam go: „Dokąd uciekamy?” On odpowiada z całkowitą pewnością: „Musimy się przedostać na drugi brzeg rzeki Nidy, tam bohaterska polska armia da odpór i stamtąd wrócimy do domu”…

Docierając nad brzeg Nidy, nie znaleźliśmy żadnego śladu polskich żołnierzy… Charakterystyczne, że nawet wysocy polscy urzędnicy, jak ten senator, sądzili naiwnie, że Polska jest w stanie prowadzić wojnę i stawić opór siłom hitlerowskim. To pokazuje, że polska władza nawet przed swoimi urzędnikami i zwykłymi obywatelami ukrywała prawdziwy stan swojej armii.

W Mnichowie spotkałem wielu znanych Żydów z Jędrzejowa, jak również z innych miasteczek, którzy, biedni, tułali się ze swoimi walizkami i plecakami nie wiedząc dokąd uciekać…

Spotkałem tam również naszego chasydzkiego działacza i miejscowego bogacza, reb Mordechaja Josefa Werdygiera błogosławionej pamięci, ubranego w tałes, trzymającego w dłoni tefilin. Na moje pytanie: „Reb Mordechaj Josef, dokąd idziemy?” odpowiedział mi zrozpaczony: „Ja idę na tułaczkę z moim żydowskim narodem!” I tak poszliśmy dalej aż do Chmielnika, gdzie chcę trochę odpocząć. Nie jest mi to jednak pisane - nagle wzbiera tumult i wszyscy chmielniccy Żydzi zaczynają uciekać wraz z nami…

Wędrujemy dalej. Byliśmy w Busku, Stopnicy, Staszowie, dowlekliśmy się wreszcie do małej mieściny zwanej Bogoria. Ale tutaj również, jak się okazuje, nie możemy zaznać ani minuty odpoczynku. Znów wybucha ogromna panika. Ogromna armia samolotów niemieckich próbuje zmieść ważny strategiczny punkt Bogoria z bożego świata, wykazując przy tym nie lada „odwagę”!…

Ci, którzy przeżyli atak lotniczy na Bogorię, ruszają dalej. I tak, jesteśmy najpierw w Ożarowie, potem Rachowie [ראַכאָוו - prawdopodobnie Raków koło Łagowa co wskazuje być może, że autor przywołuje nazwy mijanych miejscowości w przypadkowej kolejności, niekoniecznie odpowiadającej faktycznej marszrucie - przyp. MM], Opatowie, Zawichoście, by wreszcie dotrzeć nocą do Sandomierza, gdzie chcemy przejść na drugą stronę Wisły. Ale most również został zbombardowany i jest zamknięty dla nieszczęsnej masy tułaczy - przepuszcza się tylko „bohaterską” polską armię, która ucieka wciąż dalej i dalej od wroga…

Żydzi są zrozpaczeni. Płacz i zawodzenie młodych i starych jest nie do opisania. Wszyscy bez wyjątku mówią: „Lepiej byłoby rzucić się do Wisły niż wpaść w ręce hitlerowskich morderców!”…

Nagle zjawia się polski oficer i krzyczy: „Biegnijcie czym prędzej przez most!” Powstaje nieopisany tumult. Ludzie zmieniają się w zwierzęta. Biegną jak szaleni, tratując starych, chorych, kobiety i dzieci. Każdy chce jak najszybciej pokonać most.

Uciekaliśmy dalej jeszcze kilka kilometrów, aż do pierwszej polskiej wsi. Tam odpoczęliśmy chwilę, po czym poszliśmy dalej, do Rozwadowa w Galicji.


Masowy mord dokonany przez niemieckich lotników

Tam przeżyliśmy bestialski moment, którego nie zapomnę do końca życia. Na stacji kolejowej stały trzy pociągi pasażerskie pełne wygnanych z domu ludzi. Znienacka nadleciało mnóstwo niemieckich samolotów, zrzucając na pociągi bomby zapalające. Lokomotywy i wagony zostały rozerwane na strzępy. Wszyscy uciekinierzy spłonęli. Niemieccy mordercy odnieśli zwycięstwo. Cieszyli się widząc żywe płonące pochodnie, patrząc na niewinne, nieszczęsne ofiary…

Szatan cieszył się pokazując swoją siłę - zmieniając pięknie umundorowanych niemieckich lotników w zwierzęta!

*

Tłumaczenia wybranych tekstów z Księgi Pamięci Żydów jędrzejowskich
[Sefer-HaZikaron LeYehudi Yendzhyev pod redakcją Shimshona Dov Yerushalmi, Tel Aviv, 1965]

Autor tłumaczenia z języka jidysz: MICHAŁ MAZIARZ 

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego



piątek, 23 grudnia 2022

KSIĘGA PAMIĘCI - Cipora Gotrfryd-Kozłowska / Hajfa

Z moich wspomnień

Dziś jest Chanuka, 13 grudnia. Dziś zaczęłam pisać. Ta data ma w moim życiu wielkie znaczenie. Tego dnia urodziłam się, tego dnia wzięłam ślub, i tego dnia utraciłam swój dom. Tego właśnie dnia po raz ostatni widziałam rodziców i rodzinę, bliskich i znajomych. Po raz ostatni widziałam wtedy wszystko co najdroższe w moim miasteczku Jędrzejów.

Po raz ostatni widziałam mojego tatę błogosławiącego chanukowe świece - choć nie przy oknie od frontu, tylko w kuchni, przy zamkniętych okiennicach…

Śpiewaliśmy cicho Haneiros Hallalu [tradycyjna pieśń śpiewana po zapaleniu świec chanukowych przyp. MM]. Na dworze padał śnieg. Był zimowy wieczór 1939 roku.

Nagle to wszystko się skończyło. Za późno. Żadnej nadziei by wyjechać do Izraela. Za późno. Nie ma gazet, listów - zerwane zostały wszelkie kontakty ze światem zewnętrznym. Przez całe lato czytaliśmy, że do żadnej wojny nie dojdzie, że świat do niej nie dopuści. Ludzie zbierali się wokół radioodbiorników aby posłuchać najnowszych wieści z Warszawy. Słyszeliśmy tylko slogan: „Ani skrawka polskiej ziemi wrogowi”.

Pierwszego września 1939 roku Niemcy przekroczyli granice Polski. Zaczęły się dla nas ciężkie dni. W mieście panowała panika. Przerażeni ludzie zbierali się w grupy, dyskutowali o polityce, nie widząc jednak żadnej drogi wyjścia… Wieczorami w domach panowała ciemność - baliśmy się zapalać światło. Mężczyźni kryli się w szopie, modlili się w wielkim strachu  (…). Wszystkim udzieliło się wielkie przerażenie. Ostatniego dnia przed wojną zmarł staruszek Z. Lewi. Tata, błogosławionej pamięci, powiedział, że był on cadykiem bo zmarł śmiercią naturalną i odszedł do grobu Izraela. „A my” - dodał - „nie wiemy gdzie spoczną nasze kości”. Ostatnimi listami, jakie dotarły [do Jędrzejowa] były te od Mosze Ledermana z Izraela do jego ojca Uszera.

Z jędrzejowskiego getta mój tata został wysłany do Buchenwaldu.

„Ciężko walczyłeś tato, wierząc mocno, że po śmierci będziesz tu razem ze swoimi bliskimi. Jak ciężko było ci być dzielnym gdy zmarł mój brat Chilek. Wiedziałeś dobrze, że dom jest już pusty, że nie został już nikt”. Bardzo szybki koniec zgotowali naziści wszystkim naszym bliskim w Treblince.

Dzień przed Rosz Haszana przeczytaliśmy obwieszczenie w języku niemieckim i polskim, że niemieckie sklepy będą zamknięte przez dwa dni. Znów ogłupiono nas i mydlono nam oczy. Tata razem z moimi braćmi poszli do synagogi, a ja, razem z Rejzl Epsztejn, Chajką i Rejzl Lederman, Balcią i Renią Turnew, zostałyśmy w domu. Rozmawiałyśmy o wszystkim co było i o tym, czego wkrótce już nie będzie. Na stole leżał machzor [modlitewnik zawierający modlitwy na czas świąt – przyp. MM], obok niego stał świecznik. Nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi. Do środka weszli żołnierze w brunatnych mundurach. Zaczęli wrzeszczeć: „Co to za święto? Koniec ze świętami! Zrzucili ze stołu modlitewnik i świecznik, po czym wyszli.

Na drugi dzień po Rosz Haszana Niemcy ogłosili, że słyszeli strzały na jednym z podwórek. Zgromadzono wszystkich mężczyzn i postawiono ich w rzędzie, po czym zabrano co czwartego. To były pierwsze ofiary: Mordechaj Szeler, Mordechaj Kochan i Szlama Feldman. Każdy dzień przynosił nowe tragedie. Wszędzie dookoła widać było napisy „Psom i żydom wstęp surowo wzbroniony”. Naziści mieli w zwyczaju wyskakiwać niespodziewanie z samochodu na rynek z nahajkami i krzycząc „Jude! Jude!” bili nieludzko.

Niemcy wymusili na nas kontrybucje. Reb Mordechaj Josef Werdygier został wzięty jako zakładnik. Pieniądze mieliśmy dostarczyć prezesowi Judenratu. Życie stało się nic niewarte.

Przypominam sobie teraz nazwiska pierwszych ofiar: Motek Wolfowicz, Cwi Diksztajn, którego niemieckie psy rozszarpały na strzępy, Fela Hamer, Gela Koniecpolska, Szaul Zilbersztajn, Lejb Brandes, Mosze Markowiecki, Roza Wolfsztat i inni. Pierwszą ofiarą była w każdym miasteczku inteligencja. Jedną z ofiar był nasz ukochany nauczyciel, błogosławionej pamięci Mosze Zilbersztajn, który był jedną z pierwszych osób wysłanych do Dachau. Jeśli ktoś ostał się przy życiu to był to tylko przypadek. Wszyscy szukaliśmy sposobu żeby uciec, żeby się ratować. Było mi ciężko rozłączyć się z rodzicami ale wiedziałam, że muszę to zrobić - muszę uciekać, bo innego wyjścia nie ma, i że wkrótce może i to nie będzie możliwe. Spakowałam szybko to co mogłam i ruszyłam na stację kolejową…

Będąc już daleko od mojego Jędrzejowa, dotarły do nas straszne wieści o naszej rodzinie. Mój ojciec oraz brat przeszli przez wszystkie obozy, by umrzeć wreszcie pod koniec wojny. Kiedy front rosyjski zbliżał się, Niemcy pędzili wszystkich więźniów dalej i dalej, w ostatnim  marszu śmierci”, jak go nazywali.

Ludzie padali w drodze jak muchy, a pozostałych rozstrzelano.

Po wojnie przebywaliśmy jeszcze przez krótki czas w Polsce. Do Jędrzejowa nie przyjechaliśmy już nigdy ponieważ słyszeliśmy, że Majer Fridberg zapłacił swoim życiem kiedy powrócił po wojnie aby sprzedać swój dom.

W każdym mieście powstawały komitety (żydowskie). Po pogromie kieleckim opuściliśmy Polskę. Mój mąż, jako kierownik kibucu „Mizrachi” zabrał ze sobą dwadzieścia osób. Ruszyliśmy w drogę do Izraela. W Austrii było nam lepiej. Spotkaliśmy tam resztkę żydowskiej młodzieży ze wszystkich partii syjonistycznych.

Podczas pierwszego święta Jom Kippur po wojnie byliśmy w Austrii. Zebraliśmy się wszyscy w wielkiej stodole. Modliliśmy się, ale szczerze mówiąc, więcej było płaczu niż modlitwy. Wspomnienie o naszych utraconych rodzinach było tak przeszywające, że nie jest możliwe, aby wyrazić to słowami. Serca płakały i krwawiły.

Nie wiem gdzie jest wasz grób, moi ukochani, skąd wziąć siłę aby za was wszystkich zmówić kadysz?

Boże, skaż Niemców na wieczne potępienie.

 

*

Tłumaczenia wybranych tekstów z Księgi Pamięci Żydów jędrzejowskich
[Sefer-HaZikaron LeYehudi Yendzhyev pod redakcją Shimshona Dov Yerushalmi, Tel Aviv, 1965]

Autor tłumaczenia z języka jidysz: MICHAŁ MAZIARZ 

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego


 



 

niedziela, 16 października 2022

Straż Ogniowa

(...)

Ochotnicza Straż Pożarna w Jędrzejowie zorganizowana została w 1900r.

(...)

Do pierwszego Zarządu Towarzystwa Straży weszli ponadto: Bronisław Parczewski, zastępca naczelnika powiatu, Michał Gorczyński i Gabryel Zajączkiewicz jako członkowie zarządu. Zastępcami członków zostali: Abel Śledzik, Piotr Szymański i Stanisław Panaszewski.

(...)

A oto nazwiska członków Towarzystwa Pożarniczego w Jędrzejowie, którzy złożyli swój podpis na pierwszym walnym zebraniu Towarzystwa w dniu 5.XII.1900 r.: Mikołaj Głowacki, prezes Towarzystwa, Naczelnik Powiatu Jędrzejowskiego, Bronisław Parczewski, członek zarządu, zastępca naczelnika powiatu, Zembrzuski, Kwiatkowski, Zajączkiewicz, Stanisław Panaszewski, F. Jaworski, Majewski, Józef Przypkowski, dr Palusiński, Antoni Jędrzejewski, B. Raszel, B. Majewski, W. Szczeciński, J. Komorowicz, R. Kalinin, K. Szczeciński, Gąsiorowski, Władysław Jędrzejewski, A. Popielec, Edmund Jeżewski, J. Eizenberg, Chain Leib…, Józef Miśtalski, Franciszek Bolechowski, Stanisław Nurczyński, L. Eizenberg, Szydłowski, Józef Rutkiewicz, Wincenty Podraza, Aron Sankiewicz, Antoni Szymański, Karol Gądzik, G. Baradulin, Ludwik Tarasiewicz, Józef Gołębiowski, dr Przypkowski Feliks, Stanisław Celejewski, , A. Kloc, Ignacy Wawerek, Myśliński, Julian Zakrzewski, F. Bilewicz, Jaskłowski, S. Glejzer, lekarz Adamski, Gorczyński, M. Podnowicki.

(...)

Godny uwagi jest fakt, że pierwsi członkowie Towarzystwa Pożarniczego w Jędrzejowie rekrutowali się najczęściej z rzemieślników. Tradycja ta była podtrzymywana przez wiele lat, potem w skład Towarzystwa wchodzili także i urzędnicy państwowi oraz rolnicy.

(...)

O przeprowadzonych w maju 1901 r. w Jędrzejowie wyborach nowo zatwierdzonej straży (zapewne drugie) informowały kolejne wzmianki. Wiadomo, że naczelnikiem straży został nadal Adolf Wardzichowski, a na naczelników oddziałów wybrano: I - Efimowa, II - Kiersztejna, III - Jędrzejewskiego, IV - Bobrowskiego, V - Wewereka. Do Rady zarządzającej weszli: Głowacki, Kwiatkowski, Zembrzuski, Jarczyński, Parczewski, Szymański, Szczeciński, Wł. Nachmija, A. Śledzik.

(...)

Od 20.II.1905 r. naczelnikiem straży pożarnej w Jędrzejowie został dr Feliks Przypkowski, jego pomocnikiem Karol Szczeciński. Członkami zarządu zostali Ostaszewski, Sucharkiewicz, Pitass, Nurczyński. Zastępcami członków zarządu byli: Łagiński, Gorczyński, Adamowicz. Członkowie Komisji Rewizyjnej: Zembrzuski, Antoni Jędrzewski, Jan Pater, zastępcami: Abel Śledzik, Chaim Hamburger, Ignacy Komorowicz, a gospodarczym (intendentem) Józef Dutkiewicz.

(...) 

Z większych pożarów w Jędrzejowie należy odnotować pożar w 1903 r. który wybuchł w wyniku lekkomyślnego żartu Żyda na stacji kolejowej w Jędrzejowie. Sprawca rzucił zapaloną szmatę na beczki z naftą. Spłonęło wtedy 6 beczek napełnionych naftą i 14 pustych. Inny pożar w tymże roku pochłonął 20 zabudowań w Jędrzejowie. W czasie ratowania swego mienia poparzyła się Żydówka i w kosekwencji zmarła.

Znamy jeszcze pożary w Jędrzejowie z późniejszych lat, a mianowicie pożar zabudowań fabrycznych z maszynami Abrama Stobeckiego w 1913 r., którego straty wynosiły 17.330 rub, i pożar wież klasztoru cysterskiego w 1914 r., spowodowany ostrzeliwaniem z dział przez Niemców, w czasie działań wojennych. Spaliły się wtedy między innymi hełmy barokowych wież.

(...) 

Godzi się wspomnieć, że w czasie gaszenia pożarów, tak w terenie jak i w mieście, strażacy jednostki jędrzejowskiej odznaczali się bardzo często bohaterstwem, np. w czasie gaszenia pożaru Werdygera i Szpilberga 27.I.1937 r. dwóch strażaków - Władysław Łuszczek i Józef Rama - poniosło śmierć w czasie pełnienia obowiązków służbowych, tzn. w czasie gaszenia pożaru.

(...) 

 

Źródło / source:

Historia Ochotniczej Straży Pożarnej w Jędrzejowie - Arkadiusz Sokół, Jędrzejów 1975

http://andreovia.pl/publikacje/dotykanie-historii/item/571-historia-osp-jedrzejow

czwartek, 15 września 2022

Kolejność dostarczania samochodów i motocykli - 1932

Ogłoszenie Starosty Powiatowego Jędrzejowskiego z dnia 23 listopada 1932 r. o ustaleniu kolejności dostarczania samochodów i motocykli w 1933 r. na rzecz wojska w czasie pokoju.

Na podstawie § 4 i 8 rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Ministra Spraw Wojskowych z dnia 29 lipca 1930 r., wydanego w porozumieniu z Ministrami Skarbu i Robót Publicznych o obowiązku dostarczania jako środków przewozowych na rzecz wojska w czasie pokoju samochodów, motocykli i rowerów (Dz.U. R. P. Nr 58, poz. 470) ogłaszam ustaloną na rok 1933 następującą listę kolejności osób, obowiązanych do dostarczania samochodów i motocykli na rzecz wojska w czasie pokoju:

(...) 

[poz.] 10

Imię i nazwisko posiadacza środka przewozowego: M.J. Werdygier i B-cia Szpilberg 

Nr rejestracyjny: KL 2668

Tonaż: 1 ½ t. 12 os
 
Rodzaj pojazdu:  półcięż. 
 
Ilość cylindrów: 4

Uwagi: samoch.
 
(...)
 
[poz.] 13 

Imię i nazwisko posiadacza środka przewozowego: Fajgenblat Moszek

Nr rejestracyjny:  KL 1640

Tonaż:  1 ½ t.
 
Rodzaj pojazdu:   osob.  
 
Ilość cylindrów:6

Uwagi: samoch.
 
(...)

 

Źródło / source:

https://jbc.bj.uj.edu.pl/Content/398588/PDF/NDIGCZAS003501_1932_032_0018.pdf

sobota, 10 września 2022

Wybory do Rady Miejskiej 1918 - 1/4

(...)

Wybory do Rady Miejskiej

Zgodnie z ordynacją z 5 marca 1918 r., wybory miała nadzorować komisja wyborcza. W Jędrzejowie w jej skład wchodzili: komisarz wyborczy Henryk Majssa, Feliks Przypkowski, Michał Laskowski, Stanisław Pakaszewski, Jan Łagiński i Lejb Hamburgier. Do zadań tego grona należało m.in. nadzorowanie przebiegu wyborów oraz rozpatrywanie potencjalnych skarg. Przygotowanie wyborów spoczywało na magistracie. W pierwszej kolejności należało przygotować listy osób uprawnionych do głosowania w poszczególnych kuriach. W Jędrzejowie znalazło się na nich ogółem 1620 mężczyzn w wieku powyżej 25 lat, z tym, że do kurii pierwszej zaliczono 590 osób, do kurii drugiej 421, do kurii trzeciej 24 i do kurii czwartej 585 osób. W każdej kurii wybierano po sześciu radnych. Jak wynika z protokołu posiedzenia komisji wyborczej z 5 sierpnia 1918 r. wpłynęły dwa protesty odnośnie list wyborców. Jeden z dwóch żydowskich komitetów wyborczych twierdził, że listy te są niepełne i zawierają błędy. Przedłożono więc wykaz osób pominiętych, na którym umieszczono 127 nazwisk, głównie Żydów. Ponadto komitet żydowski przedstawił listę 199 osób, które jego zdaniem błędnie zostały zapisane w kurii pierwszej, choć powinni być ujęci w kurii czwartej (jako osoby trudniące się rzemiosłem lub bez zajęcia). Komisja wyborcza odrzuciła oba wnioski. Odnośnie listy osób pominiętych w spisach wyborców uznano, że żydowski komitet wyborczy nie przedstawił dowodów, że miały one prawo do głosowania. W przypadku wniosku o przeniesienie 199 osób z kurii pierwszej do czwartej uznano, że nie ma do tego podstaw, gdyż listy wyborców sporządzono poprawnie. Skargę wniósł także chrześcijański komitet wyborczy, ale w tym wypadku żądano przeniesienia konkretnych osób między kuriami. Większością głosów komisja wyborcza przychyliła się do tej prośby. Zgodnie z ordynacją wyborczą, prawo zgłaszania list ubiegających się o stanowisko radnego i ich zastępców posiadały komitety założone przez mieszkańców. W Jędrzejowie powstały trzy takie: jeden komitet chrześcijański i dwa żydowskie. Pełnomocnikami Komitetu Wyborczego Chrześcijańskiego byli: Stanisław Pakaszewski i Michał Laskowski. Z kolei dwa konkurujące ze sobą komitety żydowskie reprezentowali: pierwszy Dawid Zelcer i Mojżesz Tenenbaum oraz drugi Moszek Josek Werdiger i Emanuel Gottlieb. Termin zgłaszania list kandydatów upływał 2 września 1918 r. Trzy jędrzejowskie komitety wyborcze zgłosiły łącznie siedem list, przy czym aż trzy z nich w kurii pierwszej. Cztery listy zgłosił Komitet Wyborczy Chrześcijański, a trzy oba komitety żydowskie.

(...)

Źródło / source:

"I wojna światowa w rejonie Jędrzejowa 1914-1918" - zbiór materiałów i informacji, opracowanie: Marek Galant

https://docplayer.pl/107756783-Opracowanie-marek-galant.html

piątek, 8 stycznia 2021

Telefony

(…)
Jędrzejów, (...) strona 156, zajmuje całą kolumnę, 77 abonentów. (...) Z książki telefonicznej wyłania się obraz miasta z ambicjami, pełnego przedsiębiorczych mieszkańców. (...) Banków było aż pięć, w tym Bank Kupiecki Borucha Maneli przy Rynku 4 (numer telefonu 30).

(...)

Lekarzem Powiatowym (numer 17) był oczywiście dr Przypkowski, Rynek 6, w Jędrzejowie imię nie było mu potrzebne (...).

A z adresów bardziej powszednich: (...) 25 to J. Halprin, fabr. świec i mydła, 11-go Listopada 107, Fabryka wyrobów Żelaznych „Metalpol” Ickowicza i Dykermana, bez adresu, za to z telefonem o szczęśliwym numerze 13. Pod 34 ciekawa firma: Młyn i tartak parowy, elektrownia Renoma, Pińczowska 26, właściciele Werdygier i Szpilberg. (...) Mojżesz Wargoń przy Klasztornej 11 importował i eksportował ziemiopłody, posługując się telefonem numer 7, pod 58 dzwoniło sie do Abrama Zylberszaca, właściciela składu szkła przy Rynku 9. Jędrzejowa dosyć. Dziwne tylko, że na stację kolejową dodzwonić się nie było sposobu.
(…)

Źródło:
Świętokrzyskie. Środowisko, dziedzictwo kulturowe, edukacja regionalna - nr 17, Kielce lipiec 2016

na podstawie:
Spis Abonentów Państwowych i Koncesjonowanych Sieci Telefonicznych w Polsce (z wyjątkiem m. st. Warszawy) 1931/32 r.

sobota, 23 marca 2019

Mordechaj Śledzik - relacja


Marek (Mordechaj) Śledzik
(...) Jędrzejów to miasto powiatowe należące do województwa kieleckiego. Przed wojną miasto liczyło 18 tys. mieszkańców, z tego Żydów ok. 4 tys. Żydzi zajmowali się przeważnie handlem i rzemiosłem - szewcy, krawcy, stolarze. Przemysłowcami na większą skalę byli Ickowicz i Dykierman (właściciele fabryki wyrobów metalowych), Werdygier i Szpilberg (właściciele browaru i młyna mechanicznego). Ludzie z tego środowiska byli ortodoksyjni.

Żydzi posiadali własną szkołę 7-klasową mieszczącą się przy ul. Pińczowskiej. Ruch zawodowy skupiał się w Związku Kupców Żydowskich i Związku Żydów-Rzemieślników. 

Życiem kulturalnym Żydów kierowała organizacja syjonistyczna w Jędrzejowie. W budynku należącym do organizacji był klub, istniało również Koło Dramatyczne, które dawało przedstawienia. Repertuar dobierany był z twórczości żydowskiej. Należałem do Koła Dramatycznego, pamiętam jak grywaliśmy „Salamit” i inne. Sala dla przedstawień mogła pomieścić 300 osób.

Przewodniczącym organizacji syjonistycznej był Alter Jechiel Topioł. Piastował on ten urząd do roku 1933, aż do chwili swego wyjazdu do Izraela. Synowie Topioła również wyjechali z rodzicami do Izraela. Ruchliwą działalność rozwijała również Aguda i Mizrachi.

Gdy wróciłem z wojska we wrześniu 1939 r. zastałem już okupantów w Jędrzejowie. Z opowiadań mieszkańców dowiedziałem się o pierwszych represjach: zajmowaniu co piękniejszych mieszkań żydowskich, posyłaniu na roboty, rewizjach itd. Zresztą sam byłem wkrótce świadkiem zbrodniczych czynów hitlerowskich i sam je na własnej odczułem skórze.

Po moim powrocie do Jędrzejowa stwierdziłem ze zdumieniem, że niektórzy ludzie, którzy przed wojną wydawali się spokojnymi i przyzwoitymi ludźmi teraz, w zmienionych warunkach, pokazali dopiero swoje prawdziwe oblicze. Np. taki Joachim B(…), przed wojną spokojny człowiek, urzędnik Kasy Komunalnej. Po wtargnięciu okupantów okazało się, że B(…) jest zażartym wrogiem Żydów. Wydawał gazetę „Nowe Czasy” („Nowy Czas”), w której wysługiwał się hitlerowcom.

Także stosunek ludności polskiej do Żydów okazał się bardzo nieprzychylny. Niejednokrotnie Polacy zakupowali za grosze rzeczy żydowskie i nie wahali się nawet przed zabieraniem skrwawionej odzieży po zamordowanych. Z zimną krwią przypatrywali się egzekucjom niewinnych ludzi.

Pewnej nocy 1940 r. zbudzono wszystkich żydowskich mieszkańców Jędrzejowa, kazano zostawić rzeczy i natychmiast opuścić mieszkania. Tak odbyło się wysiedlenie do getta. Getto obejmowało przestrzeń od Rynku poprzez ulice Pińczowską, Łysakowską do ul. 3 Maja.

Zorganizowany w getcie Judenrat zajmował się rozdziałem kartek żywnościowych, przydzielaniem przymusowej pracy, zbieraniem żądanych przez Niemców rzeczy itp. Wysyłano również na roboty poza obręb miasta, np. młodzież do Sędziszowa, innych na roboty do Bełżca itp.

Po domach robiono często „rewizje” w poszukiwaniu cenniejszych rzeczy. U mnie zrobiono rewizję 16 lipca 1941 r. Zabrano wówczas bieliznę, znaczki pocztowe, futro. Podobnie rabowano w innych domach żydowskich.

Getto w Jędrzejowie zostało zamknięte w 1940 r. Ludność zamknięta w getcie nękana była ciągłymi aresztami, rewizjami, chorobami. Szerzył się tyfus plamisty. Dwa lata trwało to piekło. We wrześniu 1942 r. nastąpiło pierwsze wielkie „wysiedlenie”. Prawie całą ludność getta wywieziono wtedy do Treblinki. Między wywiezionymi znalazła się moja rodzina: dwie córki, syn, żona. Część mieszkańców getta, w tej liczbie mnie i drugiego mego syna pozostawiono w tzw. Arbeitskommando. Grupa ta liczyła 210 osób.

Podczas wysiedlenia rozgrywały się okropne sceny. Wielu ludzi nie chciało się przyłączyć do transportu do Treblinki i uciekało. Do uciekających Niemcy strzelali. Padło wtenczas ok. 40 ofiar. Rabin z Sobkowa odmówił wyjścia z mieszkania. Odziany w tałes odmawiał modlitwy. Zabito jego i żonę. Staruszka Berlinerowa, licząca 90 lat, ukrywała się prze kilka dni po wysiedleniu przy ul. Rakowskiej 3, poza obrębem getta. Sparaliżowana nie opuszczała łóżka. Wnukowie pozostawieni w Arbeitskommando przynosili jej potajemnie jedzenie. Hitlerowscy żandarmi odkryli jednak schron staruszki i wynieśli ją w łóżku na podwórze. Tam ją zastrzelili. Polacy przypatrywali się temu ze spokojem.

Chciałbym jednak w tym miejscu, mówiąc o stosunku ludności polskiej do Żydów, wspomnieć także o Polaku, dr. Feliksie Przypkowskim. Był to lekarz powiatowy, zamieszkały w Jędrzejowie. Zachował się wobec Żydów nader szlachetnie. Gdzie i jak mógł pomagał, przechowywał żydowskie rzeczy i pieniądze, w późniejszym okresie, gdy Żydzi z Jędrzejowa byli w obozie, przesyłał im pieniądze i lekarstwa. Po wyzwoleniu kontaktował oswobodzonych z krewnymi w Ameryce i Izraelu.

W lutym 1943 r. odbyło się ostatnie wysiedlenie robotników pozostawionych w Arbeitskommando, po czym Jędrzejów został ogłoszony jako „Judenrein”. Przed wysiedleniem do Skarżyska-Kamiennej hitlerowcy zamordowali kilkudziesięciu chorych w szpitalu w getcie. Szpitale te mieściły się w gmachu szkolnym przy ul. Pińczowskiej i przy Targowisku. Wszystkich chorych (przeważnie na tyfus plamisty), wygoniono na podwórze, a szef żandarmerii von Brühle własnoręcznie, przy pomocy kilku żandarmów, ich rozstrzeliwał. Musieliśmy przypatrywać się tej scenie. Jedna z chorych, młoda dziewczyna, wpadła pomiędzy stojących na podwórzu robotników Arbeitskommando i tak się schowała. Trupy zastrzelonych pochowali Polacy.

Gdy byłem już w obozie, doszły wiadomości, że podczas tego wysiedlenia schowało się kilku Żydów, hitlerowcy ich wykryli i zastrzelili na podwórzu młyna Werdygierów. Między zamordowanymi był Abram Szlęcki. (...)

Yad Vashem, grudzień 1958 r.


Źródło: Yad Vashem, Jerozolima.

Transkrypcja: Andreovia.pl

http://andreovia.pl/publikacje/zydzi-z-jedrzejowa/item/35-yad-vashe