Każdy gdzieś kopie, jeden w ziemi, drugi w szpargałach domowych.
Ja na przykład dokopałam się po raz kolejny do zaświadczenia mojej ciotki Henryki (Szczecińskiej), z którego wynika, że aktywnie brała udział w ruchu oporu. No i ma prawo otrzymać status kombatanta II wojny…
Ciotka rzadko i enigmatycznie wspominała o swojej wojennej działalności w ruchu oporu na terenie Jędrzejowa, jednak w rodzinie byliśmy świadomi, że ona właśnie stała się „spiritus movens” ukrycia i przechowywania od lutego 1943 do 14 stycznia 1945 r. (dzień wyzwolenia Jędrzejowa przez wojska Armii Czerwonej), w kamienicy na strychu Rynku nr 3, Majlocha Rozencweiga - syna naszych sąsiadów, zbiegłego z kolumny transportowej 19-latka. [Prawdopodobnie Majloch to Elimelech. Osoba o takim imieniu i nazwisku figuruje na liście ofiar Księdze Pamięci Żydów jędrzejowskich].
Zaprzysięgła do tzw. trójki jej mamę, a moją babcię, Zosię i mojego ojca Michała. Reszcie nic nie mówiono. Zasady konspiracji ściśle i konsekwentnie przestrzegano, więc Majloch, a wraz z nim opiekunowie szczęśliwie przeżyli okupację niemiecką, choć ryzyko było ogromne: kara śmierci!
Na fotografii ciotki Heni Szczecińskiej widnieją fragmenty pieczęci Straży Pożarnej, w której zatrudnienie dawało możliwość poruszania się po mieście po godzinie policyjnej.
Cóż, wcześniej nie wyrażałam zgody na upublicznienie sprawy Majlocha, bo obowiązywała mnie obietnica 10-letniego milczenia, złożona mojemu Ojcu Michałowi. Jego wola się wypełniła. Czas karencji upłynął, toteż już można nie tylko mówić, ale i pisemnie dopełnić lokalną historię domów pod nrami 3 i 4 w jędrzejowskim Rynku.
Przed wojną trudy życia codziennego czasem skłaniały sąsiadów do współpracy. Mój Ojciec umawiał się więc z trochę starszym od niego Majlochem, by wspólnymi siłami dostarczać wodę do ich gospodarstw domowych. Razem kręcili korbą studni na Rynku (...), a następnie pełne beczki wody przyciągali wózkiem (a zimą saniami) do piekarni pod numerem 4, albo do zbiornika na wodę dla łazienki z wanną w kamienicy nr 3.
Pytałam, czy Majloch był kolegą z gimnazjum, ale Ojciec zaprzeczył, dodając o Rozencweigach: „To byli uczciwi i pobożni ludzie, dobrzy sąsiedzi. Pomagaliśmy sobie wzajemnie”. Do tej pory w okolicy Zaduszek pamiętamy w sposób szczególny o Majlochu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz